Wpisy z tagiem: literatura amerykańska

wtorek, 28 grudnia 2010
Kroniki portowe - Annie Proulx

Za oknem śnieg i temperatury ujemne, więc chyba żeby się nieco pocieszyć, czytałam przez ostatnie dni ,,Kroniki portowe” - ich bohaterom jest jeszcze zimniej:) Akcja ,,Kronik” toczy się przede wszystkim na Nowej Fundlandii (prowincja Kanady).

,,(…) Nowa Fundlandia to nic innego jak ogromna skała zanurzona w morzu, otoczona mniejszymi skałkami.” (s. 169)

Jest to najbardziej zaniedbany i najbiedniejszy region Kanady, nie dziwi więc, że Nowofundlandczycy migrują często do innych regionów kraju . Głównym zajęciem mieszkańców jest rybołówstwo. Ze względu na swe położenie Nowa Fundlandia jest wystawiona na wpływy arktyczne, klimat jest więc dość ekstremalny.  

Czego szuka główny bohater książki na tej zapomnianej, smaganej zimnymi wiatrami wyspie?

Quoyle jest trzydziestosześcioletnim mężczyzną , a jego dotychczasowe życie to pasmo niepowodzeń. Wykonuje różne nieciekawe prace (za najlepszą można uznać posadę trzeciorzędnego dziennikarza w jakimś marnym czasopiśmie), żonę, która go notorycznie i jawnie zdradza oraz dwie córki, które musi wychowywać zupełnie sam. Momentem przełomowym jest wypadek samochodowy, w którym ginie jego żona (rozpoczynająca właśnie nowe życie z kolejnym kochankiem). W tym samym czasie w jego życie wkracza nieznana mu dotąd ciotka Agnis Hamm, siostra zmarłego właśnie ojca Quoyle'a. To ona przekonuje bratanka, że najlepszym lekarstwem na smutek będzie zmiana miejsca. Sama jest właśnie w drodze na Nową Fundlandię, krainę swojego dzieciństwa:

,,W miarę jak mijają lata, stwierdzasz, że coraz bardziej ciągnie cię do miejsca, z którego pochodzisz. (…) Pewnie to jakieś atawistyczne pragnienie odejścia tam, gdzie wszystko się zaczęło.” (s. 40)

Jak się okazuje również Agnis musi zmierzyć się z demonami przeszłości (wątek dość już oklepany i wielokrotnie eksploatowany w literaturze i filmach, ale nic nie zdradzam).  Życie Quoyle'a zmienia się. Przyjdzie mu zmierzyć się z własnymi słabościami i lękami, po raz pierwszy w życiu spotka się z akceptacją, a także przekona się, że miłość może nadejść cicho i być źródłem radości, a nie cierpienia. Quoyle pozna też nieprawdopodobną i przerażającą historię swej rodziny (cieszącej się raczej złą sławą na wyspie). Ogólnie mimo swej nieporadności bohater wzbudził moją sympatię, w czym też spora zasługa Kevina Spacey, który zagrał tę rolę w filmie – moim zdaniem rewelacyjnie.  

Oprócz właściwości terapeutycznych książka ma także sporą wartość poznawczą. Dowiadujemy się wiele o życiu mieszkańców wyspy. Autorka serwuje nam też dość szczegółowe opisy np. konstrukcji łodzi (co akurat dla mnie było momentami męczące).

Pomijając to, książkę czyta się dobrze, styl Annie Prulx zdecydowanie przypadł mi do gustu. Tytuł zdobył też uznanie krytyków (nagroda Pulitzera oraz National Book Award).

Z pewnością – zarówno film, jak i książka nie są dla wszystkich – dla wielu będzie wiało nudą. Faktycznie – akcja toczy się niespiesznie, przeplatana opisami przyrody i życia codziennego. Mnie jednak ujął zarówno klimat książki jak i filmu.

poniedziałek, 22 listopada 2010
Służące - Kathryn Stockett

Do przeczytania książki zachęciły mnie bardzo pozytywne opinie na innych blogach. Dziękuję Wam za nie, bo gdyby nie one, ominęłaby mnie naprawdę pierwszorzędna lektura:) Po kilku stronach wiedziałam już, że ten tytuł bardzo przypadnie mi do gustu.

Mamy rok 1962, Jackson w stanie Missisipi. Siedem lat wcześniej czarnoskóra szwaczka Rosa Parks nie ustąpiła miejsca w autobusie białemu mężczyźnie, czym zapoczątkowała falę protestów. W 1963 Martin Luther King zorganizuje marsz w Waszyngtonie, na którym padną słynne słynne słowa: I have a dream. Proces zmian niewątpliwie trwa, jednak mieszkańcom Jackson trudno to zaakceptować. Obowiązujący stan jest dla nich niewątpliwie korzystny i wygodny. Osoby popierające walkę z segregacją rasową raczej nie powinny się z tym afiszować, jeśli nie chcą zostać wykluczone ze społeczeństwa.


23-letnia Skeeter powraca do domu na farmie po skończonych studiach. Matka nie daje jej zapomnieć, jak źle wykorzystała ten czas – wróciła do domu bez narzeczonego. Tymczasem wszystkie jej przyjaciółki wyszły już za mąż i teraz wychowują dzieci. Czas mija im na spotkaniach brydżowych i cotygodniowych zebraniach Ligii Pań. Panie angażują się także w działalność charytatywną – organizują np. bal dobroczynny, z którego zyski mają być przekazane na rzecz głodujących dzieci w Afryce. Wszystko byłoby pięknie, gdyby organizatorki potrafiły również zauważyć biedę jaka panuje w dzielnicy czarnych w ich własnym mieście oraz dostrzec np., że minimalne stawki jakie płacą swoim służącym raczej tego stanu nie poprawią.

Dość szybko Skeeter zdaje sobie sprawę, że nie ma już nic wspólnego ze swoimi dawnymi przyjaciółkami. Co więcej ich poglądy różnią się zbyt zasadniczo, aby było możliwe chociażby zachowanie pozorów przyjaźni.

Oprócz Skeeter głównymi bohaterkami są dwie czarne służące Aibileen oraz Minny. Aibileen pracuje u jednej z ,,przyjaciółek” Skeeter, gdzie oprócz zajmowania się domem jest także opiekunką jej trzyletniej córeczki. Ponieważ matka traktuje swe dziecko jak zło konieczne, to właśnie czarnoskóra opiekunka staje się najważniejszą osobą dla małej Mae Mobley. Aibileen ze smutkiem obserwuje, jak małemu dziecku, dla którego nie istnieje podział na lepszych i gorszych, wtłacza się do głowy obowiązujące w społeczeństwie podziały.

Minny, najlepsza przyjaciółka Aibileen to z kolei osoba o niewyparzonym języku, przez który już kilkanaście razy musiała zmieniać pracę. Pod płaszczykiem pewności siebie kryje się jednak kobieta, która w domu pozwala się maltretować swojemu mężowi.

Te trzy panie są narratorkami poszczególnych rozdziałów, ale książka obfituje w wiele rozmaitych wariantów losów kobiet.

Jakie przedsięwzięcie połączy Skeeter i czarne służące? Dlaczego zdecydują się wcielić w życie bardzo niebezpieczny plan i jakie będą tego skutki? Jeśli chcecie wiedzieć koniecznie sięgnijcie po tę książkę!

,,Służące” w bardzo wiarygodny sposób pokazuje stosunki między czarnymi służącymi a ich białymi pracodawczyniami. Krótki cytat z książki, ważny również dla jej autorki, oddający cel napisania tej powieści:

Czy nie chodziło o to, żeby kobiety zrozumiały: Jesteśmy tylko dwiema istotami ludzkimi, nie tak znowu wiele nas dzieli. Znacznie mniej niż sądziłam.

Jak pisze Kathryn Stockett ,,Służące” są wprawdzie literacką fikcją, ale stanowią próbę opisania prawdziwych uczuć. Autorka była wychowywana przez czarną opiekunkę i ta relacja, oparta na miłości, wywarła na nią ogromny wpływ. Pisarka nigdy nie zdążyła spytać Demetrie jak to jest być czarną osobą pracującą dla jej białej rodziny w Missisipi. Zastanawiała się przez wiele lat nad tym jak mogłaby brzmieć odpowiedź, a rezultatem tych przemyśleń są właśnie ,,Służące”.

Dodam jeszcze, że podczas czytania bardzo miło przypomniała mi się powieść Harper Lee - ,,Zabić drozda” (zdecydowanie jedna z moich ulubionych powieści, kiedyś na pewno o niej tutaj napiszę!), czytana zresztą skrycie przez główną bohaterkę Skeeter. 

Podsumowując: kapitalne dialogi, zapadające w pamięć bohaterki. Momentami zabawnie, często poważnie i wzruszająco, zawsze wyśmienicie. Nie znalazłam choćby jednej zbędnej strony, ani jednego niepotrzebnego zdania. Powieść pochłonęła mnie całkowicie i gdyby nie to, że czasem trzeba się wyspać czy pójść do pracy, nie robiłabym żadnych przerw:) Zdecydowanie polecam!

Kathryn Stockett: Służące. Wyd. Media Rodzina, Poznań 2010.