|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi o książkach
Tagi
|
Wpisy z tagiem: literatura angielska
środa, 13 kwietnia 2011
Od siódmej rano - Eric Malpass
Niezwykle miłe chwile spędziłam nad książką Erica Malpassa. Autor okazał się mistrzem komizmu sytuacyjnego, więc czytałam zaśmiewając się do łez. Od siódmej rano to urocza i bezpretensjonalna opowieść o wielopokoleniowej rodzinie zamieszkującej duży dom na angielskiej farmie. Prym w rodzinie wiedzie dziewięcioletni Gaylord, który jest siłą napędową całej historii. Oprócz rezolutnego dziewięciolatka mamy jeszcze całą galerię równie barwnych postaci. Głową rodziny jest dziadek – kłótliwy, nietolerancyjny i sentymentalny zarazem. Rodzice Gaylorda – świetnie uzupełniająca się para – praktyczna i przenikliwa May oraz bujający w obłokach pisarz -Jocelyn. Są wreszcie ciotki – uwodzicielska Becky oraz Rose – zgorzkniała nauczycielka, którą rodzina uważa za starą pannę. Na horyzoncie pojawiają się adoratorzy, nie zawsze zdecydowani, o którą z sióstr się starać. Książka jest dowcipna i pogodna, ale nie brak w niej także tamatów poważnych (np. przemoc wśród nastolatków). Jak dla mnie – mniej więcej w połowie historia traci nieco swój rozmach, jej zakończenie jest oczywiste, ale i tak czyta się z przyjemnością. Pierwsza rzecz jaka mi się nasunęła podczas lektury to podobieństwo do Szóstej klepki Małgorzaty Musierowicz – może Malpass był inspiracją dla naszej rodzimej pisarki? Od siódmej rano jest wprawdzie książką dla młodzieży, ale jeśli gustujecie w tego typu historiach, to naprawdę polecam.
Eric Malpass: Od siódmej rano. Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1972.
poniedziałek, 07 marca 2011
Urodziłem się pewnego błękitnego dnia - Daniel Tammet
U autora książki ,,Urodziłem się pewnego błękitnego dnia” zdiagnozowano zespół Aspergera - chorobę mieszczącą się w spektrum zaburzeń autystycznych. Osoby nim dotknięte mają przede wszystkim trudności z interakcją społeczną. Ten dziennik jest zapisem codziennej walki autora z własnymi ograniczeniami i lękami, zapisem stawiania przed sobą kolejnych wyzwań. Daniel Tammet każdego poranka zjada na śniadanie dokładnie odmierzoną porcję płatków owsianych, a przed wyjściem z domu liczy ilość sztuk odzieży jaką ma na sobie. Najlepiej się czuje w sytuacjach rutynowych, niespodziewane zdarzenie czy nawet nieoczekiwany dźwięk potrafią na dłuższy czas wyprowadzić go z równowagi. Daniel cierpi także na rzadki stan zwany syndromem sawanta – mówimy o nim wówczas, gdy osoba upośledzona posiada ponadprzeciętne zdolności, zazwyczaj połączone z genialną pamięcią. Prawdziwą miłością Daniela są liczby. To o nich myśli w sytuacjach stresowych – mają dla niego właściwości kojące. Każda z nich ma inny kolor, kształt i fakturę. Dzięki takiemu postrzeganiu liczb Daniel potrafi wykonywać skomplikowane obliczenia, a także zapamiętywać długie ciągi cyfr. Wizualizując sobie w głowie liczbowy pejzaż zdołał bezbłędnie wyrecytować 22 514 cyfr liczby pi, tym samym ustanawiając nowy rekord Europy. Genialna pamięć sprawia także, że Daniel bardzo szybko jest w stanie opanować nowy język (w chwili obecnej zna ich już jedenaście, a poza tym wciąż tworzy własny). W ciągu tygodnia nauczył się tak trudnego języka, jakim jest islandzki i po tym czasie był w stanie swobodnie udzielić wywiadu lokalnej telewizji. Ciekawe jest to, że cechy Daniela, które w dzieciństwie czyniły z niego outsidera i obiekt kpin, w życiu dorosłym zapewniły mu zainteresowanie naukowców i społeczny podziw. Żeby jednak do tego dojść, bohater Pamiętników musiał przejść długą drogę z mozołem nabywając umiejętności funkcjonowania w społeczeństwie. Mi również zaimponowała jego determinacja w dążeniu do samodzielności, pragnienie zrozumienia uczuć i emocji innych ludzi.Polecam tę książkę – jest niesamowitą okzają, by spróbować zrozumieć jak funkcjonuje niezwykły umysł. Daniel Tammet: Urodziłem się pewnego błękitnego dnia. Pamiętniki nadzwyczajnego umysłu z zespołem Aspergera. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.
poniedziałek, 21 lutego 2011
W komnatach Wolf Hall - Hilary Mantel
Powieść Hilary Mantel (laureatki Booker Price 2009) ,,W komnatach Wolf Hall” to niezwykle obszerna, barwna i wciągająca powieść historyczna opowiadająca o czasach Tudorów. Akcja przenosi nas na dwór Henryka VIII, który po dwudziestu latach małżeństwa z Katarzyną Aragońską (które nie dały mu męskiego potomka) postanawia się rozwieść i poślubić Annę Boleyn. Czasy rządów Tudorów, a szczególnie okres panaowania Henryka VIII, są mocno eksploatowane w popkulturze. Sporo powieści (np. cykl Philippy Gregory) oraz wydawnictw naukowych dostępnych jest także na polskim rynku wydawniczym. W ostatnich latach mieliśmy okazję obejrzeć na małych i dużych ekranach takie produkcje jak Kochanice króla czy Dynastia Tudorów. Na czym polega więc wyjątkowość powieści Mantel, skoro przyznano jej najbardziej prestiżową nagrodę literacką w Wielkiej Brytanii? W Wolf Hall spoglądamy na świat oczyma Tomasza Cromwella – szarej eminencji na dworze Henryka VIII. Cromwell z dystansem ocenia świat wielkiej polityki i dworskich intryg. Pora przedstawić głównego bohatera: ,,Tomasz Cromwell jest tuż po czterdziestce. To niewysoki, lecz dobrze zbudowany mężczyzna. (…) Włosy ma ciemne, gęste i lekko kręcone, oczy raczej małe, lecz przenikliwe, rozświetlające się w czasie żywszej rozmowy (…) Powiadają, że zna na pamięć cały Nowy Testament po łacinie, co by znaczyło, iż wyśmienicie się nadaje na sługę kardynała – gotów w każdej chwili zarzucić buntujących się opatów odpowiednimi cytatami. Mówi cicho i szybko, ma pewny siebie sposób bycia; czuje się jak w domu zarówno na sali rozpraw, jak i na nabrzeżu, w pałacu biskupim i w gospodzie. Potrafi sporządzić umowę, ułożyć sokoła, narysować mapę, zażegnać portową bójkę, urządzić dom i ustawić werdykt. Posiłkuje się argumentami wytaczanymi przez Platona i Plauta. Zna się na poezji i umie recytować wiersze po włosku. Pracuje cały boży dzień; wstaje z kurami i kładzie się ostatni. Zarabia pieniądze i je wydaje. Założy się o wszystko.”1
portret Thomasa Cromwella autorstwa Hansa Holbeina
Tak - Tomasz Cromwell został w tej powieści wykreowany na postać naprawdę nietuzinkową. Poznajemy go momencie, gdy jako nastolatek jest tłuczony przez swego ojca – walijskiego kowala. Ucieka z domu, a my spotykamy się z nim ponownie wiele lat później gdy jako czterdziestoletni już mężczyzna pełni zaszczytną funkcję prawnika na dworze kardynała Wolseya . Warto zwrócić uwagę, że ci dwaj osiągnęli wszystko dzięki ciężkiej pracy, wrodzonej inteligencji i sprytowi – obaj wywodzili się z nizin społecznych (Wolsey był synem rzeźnika), a udało im się zdobyć zaufanie samego króla oraz najważniejsze stanowiska w państwie / kościele. Inna sprawa, że ich losy nie miały szczęśliwego końca. Bezpośrednią przyczyną upadku Wolseya było to, że nie udało mu się doprowadzić do unieważnienia małżeństwa Henryka VIII z Katarzyną Aragońską. Pozbawiony przez króla urzędu, oskarżony o zdradę przez przeciwników, nie doczekał procesu, zmarł podczas podróży do Londynu w 1530 roku. Cromwell do samego końca pozostaje wierny swemu przełożonemu, czym zdobywa sobie szacunek króla. Nie mija wiele czasu, a Henryk VIII nie potrafi obejść się bez swojego nowego doradcy. I tak syn kowala trafia na dwór królewski. Cromwell Hilary Mantel jest człowiekiem wielu talentów. Do najważniejszych należą na pewno umiejętność rozmowy z każdym, a także niezwykły zmysł organizacyjny. Z każdej sytuacji wychodzi obronną ręką, nigdy nie traci rezonu, na każdego znajdzie haka – jeżeli tylko zajdzie taka potrzeba. Na postać Cromwella patrzy się zwykle przez pryzmat okrutnej polityki króla – oczywiste, że w takim świetle nie wypada najlepiej. Dlatego ciekawy wydaje mi się zabieg Mantel, która odczerniła tę postać, przypisując jej nowe motywy działania. Bo Cromwell, który wyłania się się z tej powieści zyskał moją sympatię. Z jednej strony bystry karierowicz, z drugiej jednak kochający mąż i ojciec, dobry przyjaciel, człowiek, który nikomu nie odmawia pomocy. Dla odmiany natomiast, postacie historyczne, które raczej budzą pozytywne skojarzenia, bądź litość tutaj zostały przedstawione negatywnie (np. Anna Boleyn – zimna i wyrachowana, Tomasz Morus – fanatyczny, okrutny wobec heretyków, złośliwy). Książka Mantel to jednak nie tylko opowieść o Cromwellu. To przede wszystkim powieść o mechanizmach władzy – o jej zdobywaniu, wykorzystywaniu i sprawowaniu. Przedstawia świat, w którym o być albo nie być danej osoby stanowi kaprys władcy oraz ciągle zmieniający się układ sił politycznych. Jednego dnia można być na szczycie, następnego czekać na ścięcie w Tower. Wiadomo, że autorka pisze już drugi tom Wolf Hall (The mirror and the light) – poznamy w nim dalszą (tę gorszą) część losów Tomasza Cromwella. Powieść jest wielowątkowa, przewija się przez nią mnóstwo postaci – zarówno historycznych jak i fikcyjnych. Dlatego też sporą pomoc (zwłaszcza dla niewtajemniczonych w mroczne dzieje rodu Tudorów) mogą stanowić drzewa genealogiczne oraz spis postaci z krótkim opisem (who is who) zamieszczone na początku powieści. Uwagę zwróca niekonsekwencja w używaniu imion – raz są spolszczone, innym raz pozostawiono formę oryginalną: np. Mary i Maria Boleyn, Tomasz Cromwell ale Thomas Avery, król Henryk ale Henry Norris itd. Nie wiem - być może był to celowy zabieg tłumaczki wprowadzony dla odróżnienia postaci – Tomaszów, Henrykow jest wszak w tej książce bez liku – większość bohaterów nosi te same popularne wówczas imiona. Dość nietypowy jest też sposób prowadzenia narracji i trzeba trochę czasu, by się do niego przyzwyczaić. Ja początkowo miałam problemy by się zorientować o kim w danym momencie mowa (potem okazało się, że w takich momentach właściwie zawsze mowa o Cromwellu). Poza tym książka napisana jest w czasie teraźniejszym, co jest chyba dość niezwykłe dla powieści historycznej. Momentami odnosiłam wrażenie czytania didaskaliów do sztuki teatralnej (krótkie zdania wprowadzające w daną sytuację). Powieść Mantel pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Już sama jej objętość sprawi, że część osób odpadnie w przedbiegach (solidne 650 stron). Mi jej lektura zajęła grubo ponad tydzień. Polecam ją jednak miłośnikom powieści historycznej, a także wszystkim zainteresowanym czasami Tudorów. Polecam także tym, którzy marzą o wielkich narracjach. Kunszt pisarski oraz ogrom pracy badawczej, jaki Mantel włożyła w napisanie tej książki pozostawiły mnie pod ogromnym wrażeniem, a satysfakcja jaką czuję po jej przeczytaniu jest niemała!
piątek, 18 lutego 2011
Pokój z widokiem - E.M. Forster
Forsterem zainteresowałam się ostatnio podczas lektury esejów Zadie Smith Jak zmieniałam zdanie1. Jeden z nich poświęcony jest właśnie temu pisarzowi. Edward Morgan Forster urodził się w Londynie w 1879 roku, należał do grupy Bloomsberry. Jego najbardziej znane powieści to Howards End (1910), Droga do Indii (1924) oraz Maurycy (ze względu na wątek homoseksualny wydana dopiero po śmierci pisarza w 1971). ,,W taksonomii pisarstwa angielskiego E.M. Forster nie jest stworzeniem egzotycznym. W katalogu figuruje jako wybitny pisarz angielski, odmiana pospolita. Jednak w pewnym sensie określić można go jako rzadki okaz.”2 - pisze Zadie Smith. Forster – wyznawca estetyki luzu, zwolennik prostoty marzący o łączności na wielką skalę (pisarz prowadził także audycję radiową o książkach), mieszanina banalności i geniuszu – zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam koniecznie coś jego autorstwa przeczytać. Szczęśliwie się złożyło, że w tym miesiącu do ,,Zwierciadła” dołączana jest książka Forstera ,,Pokój z widokiem”3 . Wydanie jest wprawdzie okropne, ale w warunkach podróżnych sprawdziło się doskonale. ,,Pokój z widokiem” to trzecia z wydanych powieści Forstera. Jednak część pierwsza książki (włoska) to jeden z pierwszych fragmentów prozy jakie napisał. Jak pisze autor: ,,Nie jest to książka, którą szczególnie lubię - (…) - ale z pewnością może być nazwana najsympatyczniejszą”. Historia jest raczej banalna. Młoda Angielka – Lucy Honeychurch pod opieką starszej kuzynki odbywa podróż po Włoszech. Docierają właśnie do pensjonatu we Florencji i okazuje się, że przypadły im zupełnie inne (gorsze) pokoje niż było to ustalone. Rozmowę pań słyszy ich rodak - Pan Emerson, który przebywa tam z synem i ofiarowuje im zamianę pokojów. Wydawałoby się – miły gest. Nic podobnego! Zachowanie Emersonów uznane zostaje za nietaktowne, wręcz skandaliczne, panowie zostają niemal wykluczeni przez pensjonatową społeczność. Największym grzechem Emersonów jest bowiem to, że są zawsze szczerzy, co czyni z nich prostaków i dziwaków, będących na bakier z dobrym wychowaniem. Obraz Anglików jaki się wyłania z tej książki jest trochę zabawny, trochę przerażający: skostniali, pełni konwenansów i przywiązani do etykiety. Jednak jeszcze bardziej irytujący wydali mi się ci, którzy uważają się za postępowych (panna Lawish i Cecil). Oczywiście najbardziej ograniczone konwenansami są kobiety – pamiętajmy, że jest to początek XX wieku. Autor każe głównej bohaterce miotać się pomiędzy tym co wypada, a tym co jej się wydaje słuszne. Lucy zastanawia się nad przypisanymi swojej płci ograniczeniami: ,,Dlaczego damom nie wypadało robić większości wielkich rzeczy? Charlotte wytłumaczyła jej kiedyś, że nie chodzi o to, że panie są gorsze od panów, ale o to, że się od nich różnią. Ich rolą jest inspirować mężczyzn do działania, a nie działać samemu. Pośrednio, dzięki taktowi i niesplamionej reputacji, dama może wiele osiągnąć. Kiedy jednak sama wyrywa się do walki, to najpierw spotka ją nagana, następnie pogarda, a na koniec niepamięć. Całe poematy już o tym napisano”.4 Kobiety są traktowane przez większość panów z galanterią i pobłażliwością. Cecil - zarozumiały narzeczony Lucy, do samego końca nie dostrzega w niej indywidualnej istoty - żona ma być tylko dodatkiem do jego osoby. Nic więc dziwnego, że myśli Lucy zaprząta inny mężczyzna, który wprawdzie bezceremonialnie próbował ją uwieść, ale jednocześnie był szczerze zainteresowany tym, co ma do powiedzenia... Mimo iż książkę uważam za średnią, absolutnie nie żałuję poświęconego jej czasu. Czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie. Forster ma świetne poczucie humoru. Bywa ironiczny, ale jest w nim jakaś dobroduszność, która wzbudziła moją sympatię. Mam ochotę na jego inne ksiązki, zwłaszcza, że z tego co się zorientowałam, Pokój z widokiem należy akurat do jego słabszych tytułów.
środa, 19 stycznia 2011
Opętanie - A.S. Byatt
Ciężko mi się rozstać z książką Byatt. Mimo że skończyłam ją dwa dni temu wciąż do niej zaglądam, podczytuję fragmentami... ,,Opętanie” to historia młodego niedocenianego literaturoznawcy – Rolanda Mitchella, badacza twórczości Randolpha Henry'ego Asha – fikcyjnego XIX-wiecznego poety. Pewnego dnia w bibliotece pośród zakurzonych papierzysk odkrywa sensacyjny list napisany przez Asha do tajemniczej kobiety. Nietrudno sobie wyobrazić jak niezwykła to chwila dla młodego naukowca – oto okazuje się, że poeta, o którym jak sądzono wiadomo już wszystko, miał swoją tajemnicę, która może rzutować na odczytanie całej jego twórczości. Roland podejmuje więc swoje prywatne śledztwo. Okazuje się, że ową zagadkową damą jest Christabel LaMotte – znana tylko nielicznemu gronu feministycznych badaczek poetka. I tak Roland trafia do Maud Bailey – specjalistki od poezji LaMotte, będącej również jej daleką potomkinią. Początkowa obopólna niechęć tych dwojga zostaje odsunięta na bok na rzecz wspólnego odkrywania tajemnicy, która zawładnie ich życiem. Żeby było ciekawiej bohaterowie prowadzą swe poszukiwania w tajemnicy przed całym akademickim światkiem. Tropią aluzje pozostawione w twórczości poetów, próbują wniknąć w ich sposób postrzegania świata, podejmują wyprawy do miejsc, w których przebywali kochankowie, bo jak mówi Maud: ,,Krytyk literacki to urodzony detektyw”. Co bardzo mi się spodobało w tej powieści to jej forma. Czegoż w niej nie ma! Jest i tradycyjna narracja trzecioosobowa, są i listy, poematy i wiersze pisane przez XIX-wiecznych kochanków, mity, legendy, baśnie oraz fragmenty dzienników. Oprócz walorów literackich powieść ma także sporą wartość poznawczą. Autorka nie szczędzi nam precyzyjnych, nierzadko poetyckich opisów XIX-wiecznej codzienności – od opisów sprzętów i strojów poczynając a na funkcjonowaniu kobiet w społeczeństwie kończąc. Ta ostatnia szczególnie interesuje Byatt – znamienne jest też to, że tym co przyciągnęło nieczułą dotąd na towarzystwo mężczyzn poetkę do Asha była jego ,,nieświadomość kobiecych ograniczeń, które zakłada ogół”. Kolejny plus daję tej powieści za niezwykłe wykreowanie postaci – przekonujących i barwnych. Myślę, że zamaszysta, władcza i niesamowicie gadatliwa Leonora Stern na dłuższy czas pozostanie w mojej pamięci. O ile od samego początku czytałam tę powieść z ogromnym zainteresowaniem, tak od połowy książki ogarnęła mnie (tak samo jak bohaterów) prawdziwa ,,narracyjna ciekawość”, która nie pozwoliła mi się już od niej oderwać. Całe szczęście, że mam na własność egzemplarz ,,Opętania”, ponieważ nie potrafiłam się powstrzymać w czasie lektury od zakreślania co smakowitszych fragmentów. A znalazłam ich naprawdę dużo – jak zwykle najbardziej zainteresowały mnie te dotyczące relacji pisarz – czytelnik. Sensacyjna fabuła nie jest w tej powieści najważniejsza. Gdy już poszukiwania zostaną uwieńczone sukcesem nadejdzie chwila refleksji, w której bohater uświadomi sobie, że zbliżenie się do życia Asha oddaliło go jednocześnie od jego poezji i zatęskni za chwilą, gdy istniał tylko on – czytelnik i tekst, który starał się odczytać najlepiej jak umiał. Jeśli tak jak bohaterowi ,,Opętania” największą przyjemność sprawia Wam ,,czujna, żywa, równomierna lektura” koniecznie sięgnijcie po tę książkę! Na zachętę dodam jeszcze, że książka została uhonorowana nagrodą Bookera w roku 1990, a z jej zdobyciem nie powinno być problemów, ponieważ w ubiegłym roku wznowił ją Prószyński i S-ka. Ja natomiast wpadłam chyba w ,,Bookerowy” ciąg, ponieważ w tej chwili zaczytuję się ,,W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel (Booker Prize 2009). A.S. Byatt: ,,Opętanie". Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2010.
środa, 08 grudnia 2010
Utracona sztuka dochowywania tajemnic – Eva Rice
Ostatnie dni były dla mnie dość ciężkie i nie miałam ochoty na żadne poważne lektury. Dlatego sięgnęłam po książkę Evy Rice, którą jakiś czas temu nabyłam w taniej książce zachęcona pozytywną recenzją na którymś z blogów. Dostałam dokładnie to na co liczyłam. ,,Utracona sztuka...” to lektura lekka, urocza, dowcipna i niegłupia. Narratorką powieści jest osiemnastoletnia Penelopa Wallace. Dziewczyna marzy o wielkiej miłości oraz o zostaniu pisarką. Kocha się w Johnniem Rayu – idolu nastolatek z końca lat 50-tych. Pozostaje w cieniu swej niezwykle pięknej i wciąż bardzo młodej matki, której życie naznaczone zostało przez wojnę (zginął na niej jej mąż). Brat Penelopy - Inigo, zafascynowany nieznanym jeszcze w Anglii Elvisem Presleyem, pragnie zostać zawodowym piosenkarzem. Ta ciekawa rodzinka mieszka w ogromnej rezydencji rodowej, która czasy świetności ma już za sobą. Borykanie się z kłopotami finansowymi, zmiennymi humorami matki oraz niedogodnościami życia w ogromnym domu, w którym nic nie działa tak jak powinno to dla Penelopy chleb powszedni. Jej życie odmienia się pewnego chłodnego dnia w Londynie, gdy na przystanku autobusowym zawiera znajomość z tajemniczą i nieco zwariowaną Charlotte. Dzięki niej Penelopa pozna wielu interesujących ludzi, pokona nieśmiałość a także wypije morze alkoholu:) Co mogę zarzucić książce Evy Rice? Chyba przede wszystkim to, że była przewidywalna. W połowie czytania zaczęłam się już mniej więcej domyślać jak to wszystko się zakończy i jak się potem okazało miałam rację. Zakończenie okazało się zresztą równie różowe co okładka. Powiem jednak szczerze - zupełnie mi to nie przeszkadzało. Czytałam z prawdziwą przyjemnością, a mój nastrój się poprawiał. Jeśli ukażą się w Polsce inne książki tej autorki z pewnością po nie sięgnę w chwili zapotrzebowania na większą dawkę humoru. Eva Rice: Utracona sztuka dochowywania tajemnic. Wyd. Philip Wilson, Warszawa 2006.
poniedziałek, 22 listopada 2010
Eve Green - Susan Fletcher
Książkę czytałam fragmentami w różnych warunkach prawie trzy tygodnie, co, zaznaczam od razu, było dużym błędem. Żeby w pełni docenić urok ,,Eve Green" należałoby raczej usiąść w wygodnym fotelu i w domowym zaciszu oddać się nieśpiesznej lekturze. Nie jest to książka, która każdemu przypadnie do gustu - miłośnicy wartkiej akcji i żywych dialogów mogą ją sobie darować. Jeżeli jednak lubicie opisy angielskiej prowincji połączone ze snuciem wspomnień z czasów dzieciństwa ta książka może być dla was. Główna bohaterka - obecnia prawie trzydziestoletnia kobieta, spodziewająca się dziecka - rozpamiętuje rok, w którym jako ośmioletnia dziewczynka straciła matkę i została przygarnięta przez dziadków zamieszkujących walijską farmę. Z przedmiotów ukrytych przez matkę w pudełku po butach Eve próbuje odczytać historię miłości swoich rodziców, odkryć kim właściwie był jej ojciec, o którym nikt w miasteczku nie chce jej opowiedzieć. Zaprzyjaźnia się z mężczyzną, uznanym przez lokalną społeczność za szaleńca, toczy swoje prywatne wojny z nielubianym panem Phippsem. Kolejnym wydarzeniem, które wstrząśnie nie tylko małą Eve, ale także wszystkimi mieszkańcami Cae Tresaint będzie tajemnicze zniknięcie małej dziewczynki. Bardzo możliwe, że Eve domyśla się kto może być sprawcą tego nieszczęścia... Susan Fletcher: Eve Green. Wyd. Muza, Warszawa 2006. |