RSS
piątek, 02 listopada 2012
Utonięcie Rose - Marika Cobbold

Utonięcie Rose to niezbyt skomplikowana opowieść, której motywem przewodnim jest tajemnica sprzed lat. Nietrudno się domyślić, że będziemy tu świadkami odkrywania prawdziwej wersji zdarzeń.

Niewyjaśniona śmierć najlepszej przyjaciółki ze szkolnych lat zaważyła na całym życiu Elizy Cummings, która czuje się za ten wypadek odpowiedzialna. Od tej śmierci minęło już ponad dwadzieścia lat, a Eliza do tej pory nie potrafi zapomnieć tamtej nocy. Poczucie winy sprawiło, że nie potrafiła zbudować szczęśliwego związku, a także zrezygnowała z marzeń o byciu prawdziwą artystką. Na co dzień pracuje jako konserwatorka ceramiki w londyńskim muzeum – jej zadaniem jest sklejanie, spajanie, łączenie potłuczonych skorup. Najwyższa pora, by to samo zrobić z własnym życiem! Wydarzeniem, które zapoczątkuje zmiany w życiu Elizy będzie telefon od jej ojca chrzestnego, jednocześnie ojca tytułowej Rose, z którym nie rozmawiała od dnia wypadku. Eliza pakuje walizkę i wyrusza do Szwecji na spotkanie, którego lękała się przez całe życie. Historię poznajemy w dwóch różnych płaszczyznach czasowych. Oprócz historii Elizy równolegle słuchamy opowieści mrocznej Sandry-Kasandry, która jako jedyna wie, jak to, z tym utonięciem Rose, naprawdę było. Więcej zdradzać nie będę. 

Historia jakich wiele, a jednak spodobała mi się. Bohaterki są przekonujące, całość napisana lekkim piórem, a historia naprawdę wciąga. Nie czytać przed snem! Wiem, co piszę:-) 

21:39, literynka
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 czerwca 2011
Spotkanie z George'em Martinem

Dobra wiadomość dla fanów twórczości George'a R.R. Martina z Poznania!

Autograf pisarza będzie można zdobyć w Empiku przy ul. Ratajczaka 44 (obok placu Wolności).

Spotkanie rozpocznie się o godz. 17:00.  

 

 

Ja sama ostatnio powróciłam do ponownej lektury jego cyklu. Parę słów na ten temat już wkrótce.

poniedziałek, 30 maja 2011
Gesty - Ignacy Karpowicz

Gesty to jedna z wcześniejszych powieści laureata tegorocznych Paszportów Polityki.

W warstwie fabularnej nie dzieje się tutaj zbyt wiele. Narrator Grzegorz porzuca swoje warszawskie życie reżysera teatralnego i powraca do rodzinnego Białegostoku, aby zaopiekować się starą matką w ostatnich miesiącach jej życia. Te czas stanie się okazją do rozrachunku z dotychczasowym życiem. Grzegorz wierzy, że za pomocą słów nada mu sens. Cofa się w swej opowieści do dzieciństwa i czasów licealnych, w których, jak sądzi, zdarzyło się to, co najważniejsze. Te szkolne dialogi dwójki zakochanych nastolatków trochę mnie irytowały swoją egzaltacją.

Generalnie po kilku miesiącach poszukiwań narrator wciąż nie znajduje niczego, ,,co mogłoby posłużyć za punkt zaczepienia na ścianie przeszłości''.1 Brak w jego przeszłości jakiegokolwiek traumatycznego przeżycia, które mogłoby usprawiedliwić przeciętność jego egzystencji, szarość teraźniejszości. Można więc powiedzieć, że Gesty to także opowieść o klęsce literatury – złożenie życia w narracyjny ciąg nie doprowadziło bohatera do samopoznania czy odnalezienia sensu.

Karpowicz świetnie opisuje w tej powieści relację matka-syn. Dwoje najbliższych i jednocześnie zupełnie obcych sobie ludzi. Nie umiejących ze sobą rozmawiać, gorączkowo szukających pilota od telewizora, aby jakoś zapełnić niezręczną ciszę. Miłość ze strony syna to czysta matematyka, chciałby zdążyć przed śmiercią matki wyrównać kolumny ,,ma” i ,,winien”, cóż – z jednej strony niewiele w tym empatii, z drugiej odnosiłam jednak wrażenie, że Grzegorz próbuje zbanalizować drzemiące w nim uczucia. Miłość do matki wyraża za pomocą nieporadnych gestów. ,,Jestem przecież, z racji wykonywanego zawodu, zawodowcem gestów”2 mówi o sobie ironicznie bohater.

Pod względem formy jest to narracja bardzo uporządkowana. Grzegorz opisuje swoje 40 lat życia w 40 rozdziałach, którym odpowiada 40 słów. Jakby tego było mało, każde z nich rozpoczyna się na literę ,,G” - tak jak imię bohatera. Na początku wydawało mi się, że musi to wypaść sztucznie, ale mimo wszystko autorowi udało się dość dobrze wybrnąć z tego karkołomnego pomysłu. Chociaż akurat Karpowicz nie musi się uciekać do tego typu sztuczek.

Ogólnie mimo paru zgrzytów Gesty wypadają dla mnie całkiem interesująco. Aż poczułam chęć, aby powrócić do dalszego czytania Balladyn, które parę miesięcy temu przerwałam gdzieś w połowie. Tak to jest, jak się czyta zbyt wiele książek naraz.

 

1I. Karpowicz: Gesty. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 184.

2Tamże, s. 93-94.



piątek, 27 maja 2011
Dom sióstr - Charlotte Link

Po wielomiesięcznych oczekiwaniach wznowienie Domu sióstr trafiło wreszcie w moje ręce i zabrałam się do czytania.

Barbara i Ralph – małżeństwo przechodzące kryzys postanawia spędzić święta we dwoje na angielskiej prowincji – gdzieś w Yorkshire. Starsza pani wynajmuje im na dwa tygodnie swój duży, położony na uboczu dom. Już pierwszej nocy spada śnieg i para zostaje odcięta od świata – nie mają prądu, ciepłej wody, a ich zapasy jedzenia dramatycznie szybko się kurczą. Przypadek sprawia, że w ręce Barbary trafia 400-stronicowy maszynopis – autobiograficzna powieść Frances Gray – nieżyjącej już właścicielki domu. Od samego początku wiemy, że ten dziennik skrywa jakąś tajemnicę – jej wyjawienia panicznie boi się Laura, właścicielka domu. Jako, że Barbara jest z natury osobą ciekawską, (a i trzeba przecież zająć czymś umysł, by nie myśleć wciąż o jedzeniu, którego nie ma) dość szybko pogrąża się w lekturze. Od tego momentu akcja biegnie już dwutorowo – na przemian poznajemy dalsze losy uwięzionych małżonków oraz przenosimy się do czasów młodości Frances Gray, czyli początku XX wieku, końca epoki edwardiańskiej. Siedemnastoletnia Frances jest osóbką, która przysparza swoim rodzicom wielu problemów – nie chce zgodzić się na tradycyjnie przypisaną kobiecie rolę żony i matki, postanawia poszukać własnej drogi. W tym celu wyjeżdża do Londynu, a tam, właściwie przypadkiem, zostaje wciągnięta w działania ruchu sufrażystek. Od tego momentu rzeczywiście zaczyna się jej nowe życie, które będzie ściśle związane z dziejową zawieruchą. 

Dom sióstr nie jest może powieścią najwyższych lotów, ale tego w zasadzie od niej nie oczekiwałam. Jest to natomiast bardzo sprawnie napisana saga rodzinna ze skrywaną przez lata tajemnicą i historią w tle.Jest to opowieść o ludzkich namiętnościach, dokonywaniu wyborów i ponoszeniu ich konsekwencji.

Jak dotąd przeczytałam dwie książki Charlotte Link (wcześniej Echo winy), która jest bardzo znaną niemiecką autorką. W obu książkach mamy pełnokrwistych bohaterów, którzy potrafią wzbudzić w czytelniku skrajne emocje (tak było w moim przypadku) i nie poddają się jednoznacznej ocenie. Pisarstwo pani Link to dla mnie przykład prozy środka, tworzonej z myślą o przyjemności czytelnika. Nie jest to literatura szczególnie oryginalna, jeśli chodzi o dobór tematyki i formy, ale muszę przyznać, że już dawno żadna książka nie wciągnęła mnie tak bardzo jak Dom sióstr. Do tego stopnia, że wzięłam wolne w pracy, aby ją skończyć:) Dlatego będę dalej czytać książki pani Link i mam nadzieję, że ukażą się w Polsce kolejne jej tytuły, których na koncie ma już kilkanaście.



poniedziałek, 16 maja 2011
Surrealistyczne przeżycie czyli autostopem przez Japonię

Dwa tygodnie zajęło mi przemierzenie 3000 km Japonii z Willem Fergusonem. Niezwykle ciekawa była to wyprawa. Rytm podróży wyznaczył front kwitnienia wiśni (sakura zensen) – w związku z tym podróż rozpoczyna się na przylądku Sata położonego na południu Kiusiu, a kończy na przylądku Soya na wyspie Hokkaido.

Podróż śladem rozkwitających kwiatów wiśni – cóż za romantyczny pomysł – pomyślą może niektórzy z Was. Tymczasem idea podróży narodziła się w stanie głębokiego upojenia alkoholowego, a autor książki do romantyków zdecydowanie nie należy.

Sakura to źródło corocznego entuzjazmu Japończyków, okazja do organizowania hucznych przyjęć tzw. hanami, pod kwitnącymi drzewami wiśni. Kontemlacja kwiatów połączona jest z konsumpcją ogromnych ilości sake oraz piwa. Ferguson o sakurze, powszechnie rozpoznawalnym symbolu Japonii, pisze tak:

Zjawisko to od dawien dawna łączy się z narodzinami i śmiercią, pięknem i przemocą. Kwiaty wiśni zajmując centralne miejsce w japońskim kulcie przyrody, są podstawą kompozycji haiku, ornamentów zdobiących wazy i kimiona, a – z drugiej strony – gardy samurajskich mieczy nosiły wizerunki sakura, będące ostatnim, nieco sarkastycznym przypomnieniem przemijalności życia, dostrzeganym przed rozpłataniem sobie brzucha.1

I choć sakura była właściwie tylko pretekstem do wyruszenia w podróż, autor dzielnie podjął wyzwanie. Żeby było jeszcze ciekawiej, Ferguson postanowił całą drogę przebyć autostopem. Jak sam stwierdził nie chciał być tylko obserwatorem zdarzeń, chciał być ich uczestnikiem. Japończycy są ponoć narodem, któremu idea hitch-hikingu jest obca. A jednak niezwykle rzadko zdarzało się, by autor musiał długo czekać na okazję. A gdy już taka się nadarzyła, kierowca zazwyczaj czuł się odpowiedzialny za dalsze losy swego pasażera i ciężko było go przekonać, że autostopowicz poradzi sobie sam. Każdego z podwożących autora kierowców i współpasażerów poznajemy dość dobrze, ponieważ Ferguson poświęca sporo uwagi swoim rozmówcom i co więcej potrafi ich niezwykle żywo i barwnie opisać. Przewija się więc nam przed oczami plejada barwnych, dziwacznych i przeciętnych postaci – przekrój japońskiego społeczeństwa.

Ferguson jest niewatpliwie bystrym obserwatorem rzeczywistości, a także świetnym gawędziarzem, co sprawia, że książkę czyta się niezwykle lekko i przyjemnie. Jego specyficzne poczucie humoru moży być dla niektórych nieco drażniące, ja po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do jego kpiarskiego stylu pisania.

Jak jest Japonia w oczach Kanadyjczyka?

Przede wszystkim pełna sprzeczności, co widoczne jest choćby w stosunku Japończyków do Europejczyków i Amerykanów.

(...)widzi się w nas zdobywców, barbarzyńców, osoby stojące – w zależności od uznania – na wyższym bądź niższym poziomie, projekcje własnych marzeń, realizacje niewykorzystancych albo niedostępnych możliwości, idoli, pajaców, źródło wspanialszych idei i szlachetnych form, ludzi wyższego wzrostu, głośniejszych, szybszych, mniej wysublimowanych, bardziej wyrafinowanych.2

 Po drugie mniej egzotyczna niż byśmy chcieli i niż nam się wydaje. Nie jest osobną planetą - stoi na rozdrożu, pomiędzy Azją a Zachodem. Jest skrzyżowaniem dróg pomiędzy mocarstwami, tyglem, w którym mieszają się rozmaite prądy kulturowe i ekonomiczne. Nie sposób jednak nie zauważyć, że jej obywatele są przekonani o wyjątkowości swego kraju.

Ferguson nie szczędzi Japończykom także gorzkich słów i tak poważnych zarzutów jak np. rasizm czy hipokryzja. Jak pisze, Japończycy gorąco potępiają rasizm w Ameryce, sami jednak również mają obywateli drugiej kategorii tzw. burakumin (potomkowie ludzi wykonujących nieczyste zawody są dyskryminowani do dzisiaj). Natomiast Chińczycy czy Koreańczycy mieszkający od pokoleń w Japonii nigdy nie staną się obywatelami tego kraju, zawsze będą tylko obcokrajowcami zamieszkałymi w Japonii.

Poza tym obcokrajowcy stanowią w Japonii niemałą sensację, o czym Ferguson miał okazję wielokrotnie się przekonać. Jako gaijin spotykał się z rozmaitym przyjęciem – od całkowitego ignorowania jego osoby po wytykanie palcami, śmiechy i szepty za jego plecami. Generalnie obcokrajowiec w Japonii niemal zawsze bywa w centrum uwagi, co dla osób o słabych nerwach może być naprawdę ciężkim przeżyciem. Natomiast rozbieżność pomiędzy zachodnią a japońską logiką zrodziła mnóstwo zabawnych sytuacji, podobnie nieumiejętność wychwycenia przez Japończyków ironii. Nie wiem, czy faktycznie jest to ich cecha narodowa, czy też autor spotkał akurat takich, którzy potwierdzili jego teorię.

 Jako, że przemierzamy wzdłuż całą Japonię, docieramy do naprawdę wielu interesujących miejsc. Wyspa najmądrzejszych małp w Japonii, Amanohashidate – niebiański most, muzeum seksu w Uwajimie, autostop z japońską policją, impreza karaoke z japońskimi etatowcami, hotele miłości czy hotele kapsułowe to tylko niektóre z czekających na czytelników atrakcji.

W drodze na Hokkaido to jak nieskromnie pisze wprzedmowie autor ,,doskonała proza”. Mi pozostaje tylko zgodzić się z tą opinią, bo książka bardzo przypadła mi do gustu i chętnie do niej będę wracać.

1Will Ferguson: W drodze na Hokkaido. Autostopem przez kraj kwitnącej wiśni. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2011, s. 305.

2Tamże, s. 324.



wtorek, 03 maja 2011
Majowe nowości na księgarskich półkach

A miało być tak pięknie.... Urlop, słońce, rower i beztroskie wylegiwanie się w ciepełku. Niestety pogoda nieco zmieniła te plany i zamiast odpoczynku na łonie natury zafundowałam sobie dzisiaj przeglądanie książkowych nowości. Humor mi się od tego trochę poprawił, bo znalazłam mnóstwo ciekawych tytułow.

 Na pierwszy ogień powieści:

                                                             

Pokój

Donoghue Emma

                          Wydawnictwo Sonia Draga                          

Data premiery: 2011-05-11

        

Wydawca: Wyobraź sobie, że ktoś zamyka cię w niewielkim pokoju z małym dzieckiem!

Od dziś będziesz w nim spędzać dwadzieścia cztery godziny na dobę

siedem dni w tygodniu!

Przez kolejne siedem lat!

Opowiedziana głosem małego chłopca

ciepła i wzruszająca powieść nominowana do prestiżowej nagrody Bookera,

obsypana pochwałami przez wszystkie liczące się tytuły prasowe

nie tylko w Stanach Zjednoczonych!

Dla pięcioletniego Jacka Pokój jest całym światem. To tu się urodził, to tu bawi się i uczy ze swoją mamą. Na noc mama układa go do snu bezpiecznie w szafie na wypadek, gdyby przyszedł Stary Nick.

Dla Jacka Pokój jest domem, dla jego Mamy więzieniem, w którym została zamknięta przed siedmioma laty. Dzięki ogromnej determinacji, pomysłowości i bezgranicznej matczynej miłości udało jej się stworzyć dla synka namiastkę normalności. Niestety ciekawość chłopca rośnie z wiekiem i Mama zdaje sobie sprawę, że Pokój nie wystarczy mu na długo…

Pokój, książka opowiedziana oryginalnym, pociesznym i wzruszającym głosem Jacka, to porywająca historia o matce i synu oraz ich miłości pozwalającej przetrwać to, czego przetrwać niepodobna.

Ja: Do końca przekonana do tej książki nie jestem, ale pisze się o niej tyle, że mam ochotę wyrobić sobie własne zdanie. Zwłaszcza, że wreszcie ukaże się po polsku.

 

Podróż Zimowa

Nothomb Amelie

Wydawnictwo MUZA S.A.

Data premiery: 2011-05-11

 

 

 Wydawca:

·Do czego może doprowadzić odrzucona miłość?

· Czy powinność samarytańskiej opieki przeważy nad żarliwym uczuciem i zburzy relacje trojga ludzi?

· osiemnasta powieść w dorobku belgijskiej pisarki tworzącej w języku francuskim, autorki takich książek, jak: Higiena mordercy, Z pokorą i uniżeniem, Biografia głodu czy Dziennik jaskółki

W Paryżu panuje lodowata zima. Młody pracownik elektrowni Zoil udaje się z rutynową inspekcją do mieszkania na poddaszu jednej z paryskich kamienic. Jak wynika z dokumentacji należy ono do pewnej pisarki. Tam poznaje jego dwie lokatorki: piękną młodą kobietę o imieniu Astrolab oraz jej odpychającą, zda się na wpół zidiociałą towarzyszkę Alienor.

Zoil od pierwszej chwili pozostaje pod urokiem Astrolab, którą początkowo bierze za owa pisarkę. Tymczasem okazuje się, że Astrolab jest tylko towarzyszką, a przede wszystkim opiekunką głupkowatej Alienor, która mimo swoich ułomności fizycznych i psychicznych posiada imponujący talent i wyobraźnię pisarza.

Zoil namiętnie zakochuje się w Astrolab. Ta jednak, choć nie pozostaje obojętna na jego starania, nie może i nie chce rozstać się z pisarką. Rozgoryczony Zoil zaczyna obmyślać zemstę na miarę swojej miłości: gigantyczną...

Ja: Trochę mi wstyd, bo jeszcze niczego tej autorki nie czytałam. Pora nadrobić zaległości.

 

Powrót Nauczyciela Tańca

Mankell Henning

Wydawnictwo W.A.B.

Data premiery: 2011-05-05

 

Wydawca: Kolejna bezsenna noc Herberta Molina, emerytowanego oficera policji. Od pięćdziesięciu czterech lat nękają go cienie, które chcą, żeby odpokutował dawne winy. Molin przywykł do ich obecności i uczy się zajmować sobie czas po zmierzchu - układa puzzle lub tańczy tango z wykonaną na zamówienie lalką. W końcu nadchodzi moment zemsty - pewnego dnia o świcie Molin zostaje zachłostany na śmierć. Krwawe ślady na podłodze w jego domu układają się w kroki tanga. Do śledztwa, prowadzonego przez Giuseppego Larssona, włącza się doświadczony policjant Stefan Lindman, którego zastajemy w trudnym dla niego momencie życia - właśnie dowiaduje się, że ma raka. Tymczasem popełnione zostaje drugie morderstwo. Funkcjonariusze natrafiają na trop prowadzący do międzynarodowej siatki neonazistów i stopniowo odkrywają motywy dokonanych zbrodni, które swoje źródło mają w wydarzeniach z czasów II wojny światowej.

Powrót nauczyciela tańca to kryminał uznany przez wielu krytyków za lepszy nawet od Mankellowskiego cyklu o komisarzu Kurcie Wallanderze. Powieść jest przesycona atmosferą skandynawskiego chłodu i mroku, zawiera wątki historyczne, daje czytelnikowi wgląd w mentalność szwedzkiego społeczeństwa. Książka zdobyła w 2005 roku Gumshoe Award dla Najlepszej Europejskiej Powieści Kryminalnej.

Ja: Jak dla mnie lektura obowiązkowa, a i zapowiada się ciekawie. Do tej pory ocieram łzy po pożegnaniu z Wallanderem, a tu piszą, że Powrót jest nawet lepszy? Zazwyczaj sceptyczna jestem wobec takich reklam wydawcy, ale tym razem daję się omotać:)

 

Życie jest Bajką

Ugrešić Dubravka

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Data premiery: 2011-06-01  

 

Wydawca: Pamiętacie Babę Jagę? Tak, to ta stara kobieta z zakrzywionym nosem, która mieszka w chatce na kurzej stopce. W niektórych wersjach tej bajki ma córkę, w innych żyje samotnie. Jedno w tej postaci nigdy się nie zmienia: groteskowość jej wyglądu i uczucia, które wzbudza – strach, niechęć, a często odrazę. Ugrešić pokazuje różne oblicza Baby-Jagi, która w książce przybiera postać kobiety, właściwie kilku niezwykłych „staruszek”. Opowiadane przez autorkę historie odkrywają przed czytelnikiem zawiły świat kobiecego ducha. Poprzez skomplikowaną relację matki i dojrzałej córki z młodą dziewczyną, która niespodziewanie pojawia się w ich życiu, wyłania się cały wachlarz odcieni zazdrości, rywalizacja i walka o granice własnego świata. W historii przyjaciółek: Pupy, Beby i Kukli, które wspólnie wybierają się w wakacyjną podróż, odkrywamy niemal wszystkie bolączki dojrzałych kobiet – poczucie osamotnienia, pragnienie miłości, tęsknotę za najbliższymi, bezradność. Nie brakuje tam jednak wielkiego apetytu na życie, ogromnego poczucia humoru i niespodziewanych zrządzeń losu. Życie nie jest bajką to prawdziwa, szczera, głęboka i niezwykle zabawna opowieść o tym, jak ciężko być kobietą. Zwłaszcza wtedy, gdy odkrywasz w sobie Babę Jagę…

Ja: Jestem miłośniczkę esejów Ugrešić, więc chętnie przeczytam też coś z jej prozy.

 

Dom Sióstr

Link Charlotte

Wydawnictwo Sonia Draga

Data premiery: 2011-05-04

 

 

Wyjazd na Boże Narodzenie do Yorkshire, krainy wyżynnych torfowisk w północnej Anglii, miał być prezentem urodzinowym i ostatnią próbą uratowania rozpadającego się małżeństwa. Jednak od początku Barbarze i Ralphowi Ambergom nic się nie układa. Już od pierwszej nocy wynajęta przez nich posiadłość Westhill House zostaje odcięta od świata z powodu śnieżycy. Barbara, myszkując po domu, natrafia niespodziewanie na zapiski byłej właścicielki posiadłości, Frances Gray. Ich lektura ożywia niezwykłą historię sprzed pięćdziesięciu lat. Zagłębiając się w aurę miłości, nienawiści, pogardy i tęsknoty za wolnością, Barbara zaczyna poznawać własną duszę i dojrzewa do najważniejszej decyzji. Decyzji, która nie tylko zmieni jej życie, ale będzie zarazem dopełnieniem losu Frances Gray.

Wyrafinowana i dramatyczna aż do ostatniej strony; wspaniała książka, która miesiącami nie schodzi z list bestsellerów! Barwna, wielowątkowa powieść, która łączy w sobie historię namiętnego romansu z sagą rodzinną.

Ja: Czekałam na wznowienie tego tytułu już od dłuższego czasu, stare wydanie osiągało zawrotne sumy na allegro. Po rewelacyjnych recenzjach, których się naczytałam, moje oczekiwania są dość wysokie. W każdym razie liczę na naprawdę dobrą rozrywkę...

 

Manazuru 

Kawakami Hiromi

Wydawca: Karakter

Data premiery: 2011-05-05

 

Wydawca: Kei mieszka w Tokio z matką i dorastającą córką Momo. Jej mąż, Rei, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach, gdy Momo była mała.

Kiedy Kei przyjeżdża do Manazuru, rodzinnego miasta męża, zaczynają jej towarzyszyć cienie - istoty przenikające ze świata fantazji i przeszłości, który płynnie łączy się ze światem realnym. W onirycznej rzeczywistości bohaterka może podążyć jedną z wielu dróg, spośród których droga ku przyszłości nie jest jedyną możliwą.

Hiromi Kawakami zaciera granice między rzeczywistością a wyobraźnią, pozwala dotknąć światów istniejących podskórnie, każe wciąż od nowa szukać odpowiedzi na pytania, czym jest czas i co znaczy „realne”. Język Kawakami hipnotyzuje i urzeka, budując opowieść o drodze do uwolnienia się od wewnętrznych demonów.

Ja: Śledzę ostatnio tytuły japońskich autorów wydawnaych w Polsce, a czytałam gdzieś interesującą recenzję wcześniejszej książki tej autorki. Podobnie jest z kolejnym tytułem:

 

Miłość na marginesie

Ogawa Yoko

Wydawnictwo W.A.B.

Data premiery: 2011-05-05 

 

 

Wydawca: Ma 24 lata. Pewnego dnia zostawił ją mąż. Dzień później zaczęła się choroba. Głuchota czuciowo-nerwowa. Uszy źle oceniały głośność dźwięków. Każdy szmer był niczym grom podczas burzy. Nieustannie słyszała grę na flecie albo na skrzypcach. Mimo leczenia dolegliwości nawracały.
Podczas wywiadu dla redakcji czasopisma medycznego poznała Y – stenografa. Zwróciła uwagę na jego palce. Zafascynowały ją. Pracowały niczym najsprawniejszy mechanizm.
Zaczęli się spotykać. Zanurzyli się w jej przeszłość, by odnaleźć źródło choroby. Stenografia stała się zapisem straty, terapią pamięci. A na marginesie zanotowanych kartek narodziło się uczucie. Otulone w szept, rozpisane między dźwiękami.
Czy razem uda im się przebrnąć przez labirynt wspomnień? Czy Y wystarczy kartek na zapisanie jej historii? Czy pamięć jej nie oszuka – jak uszy?
Ogawa pisze niezwykle elegancko i subtelnie. W przenikliwy i niepokojący sposób analizuje działanie ludzkiej psychiki.

Ja: Zapamiętałam nazwisko tej autorki przy okazji recenzji jej innej książki, dostępnej na razie tylko w języku angielskim (The Housekeeper and the Professor). Gdyby nie to, pewnie bym nie zwróciła większej uwagi na tę książkę (takie okładki zazwyczaj skutecznie mnie zniechęcają). 

 

W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne

Łozińska Maja, Łoziński Jan

Wydawnictwo Naukowe PWN

Data premiery: 2011-05-18

 

 

Wydawca: W przedwojennej Polsce. Życie codzienne i niecodzienne to swoisty reportaż z przeszłości, w którym wspomnienia, anegdoty i literackie relacje układają się w opowieść o szczególnym okresie historii polskiego społeczeństwa, jakim było dwudziestolecie międzywojenne. Radość z odzyskanej niepodległości, szybkie zmiany cywilizacyjne i obyczajowe, bujne życie towarzyskie, sukcesy i porażki w drodze do nowoczesnej Europy, tworzyły niezwykłą atmosferę tamtych lat, która ciągle nas zachwyca.

Ja: Lubię literackie powroty do okresu dwudziestolecia, więc ten album może być dla mnie. 

 

Z literatury faktu zainteresowali mnie: 

Higieniści. Z dziejów  Eugeniki

Bielawski Maciej

Wydawnictwo Czarne

Data premiery: 2011-05-10



Wydawca: W sierpniu 1997 roku uwaga światowych mediów skupiła się na Sztokholmie. Czy to prawda, że demokratyczne państwo dobrobytu w imię "higieny rasy" aż do lat 70. XX wieku zmuszało tysiące obywateli do operacji pozbawiających płodności? Że socjaldemokratyczne władze Szwecji dzieliły ludzi na "pożytecznych" i "małowartościowych"? Jak to możliwe, że media przez tyle lat nie podjęły tematu? Tydzień później rząd Szwecji zdecydował o powołaniu specjalnej komisji i zadośćuczynieniu ofiarom programu sterylizacji.

Autorem artykułów, które ujawniły te wstrząsające praktyki, był Maciej Zaremba Bielawski. Higieniści… to rozbudowana książkowa wersja tamtych tekstów, wzbogacona o eseje dotyczące historii eugeniki, jej propagatorów, przeciwników i fanatyków, działających w krajach tak różnych, jak Stany Zjednoczone, Trzecia Rzesza, Szwecja czy Japonia. Nazistowskie Niemcy nie miały monopolu na eliminowanie jednostek "niegodnych życia". Utopia uszlachetnienia ludzkości metodą hodowli ma długą i zaskakującą tradycję. Hołdowali jej także w latach 30. wybitni i postępowi Polacy, m.in. Tadeusz Boy-Żeleński i wielu znanych lekarzy. W rozdziałach napisanym specjalnie do polskiego wydania autor próbuje zrozumieć, co nimi kierowało i dlaczego nie znaleźli w Polsce posłuchu.

Choć dziś nie prowadzi się już państwowych programów "genetycznego ulepszenia" ludzkości, eugenika jako taka wcale nie spoczęła na śmietniku historii. Dochodzi do głosu w nowych formach, jak choćby w Stanach Zjednoczonych, gdzie dzieci zaskarżają rodziców i szpitale za to, że urodziły się z wrodzoną ułomnością.

 

Co dziwne, także w kulinariach znalazłam coś ciekawego:

Gotuj z Julią

Child Julia

Wydawnictwo Literackie

Data premiery: 2011-05-04

 

 

Wydawca: Książka zawierająca przepisy na potrawy i dodatki oraz praktyczne porady dla miłośników sztuki kulinarnej. Dowodem na ich przydatność są lata doświadczenia jakimi poszczycić się mogła najbardziej znana w Stanach Zjednoczonych szefowa kuchni, która nauczyła Amerykanów gotować i zaraziła ich miłością do jedzenia, wydając kolejne książki kucharskie i prowadząc pierwsze w tamtejszej telewizji show kulinarne. Ten niewielkich poradnik to niezbędnik, który powinien się znaleźć w podręcznej biblioteczce każdego szanującego się kucharza.

Julia Child (1912-2004) – autorka pierwszego w Stanach Zjednoczonych telewizyjnego programu kulinarnego Francuski Szef Kuchni oraz słynnej książki kucharskiej Francuska sztuka gotowania. Jedzenie i gotowanie pokochała podczas pobytu nad Loarą. Pierwszy posiłek w Paryżu (ostrygi, solę meuniere ze zrumienionym masłem, dobre wino) zjadła w słynnej restauracji La Cauronne i właśnie wtedy postanowiła poznać tajniki sztuki kulinarnej. W legendarnej paryskiej szkole Le Cordon Bleu wzbudziła nie lada poruszenie – swoim temperamentem, wzrostem (188 cm!) oraz niesłychanie wysokim, piskliwym głosem, który kilkanaście lat później pokochały tysiące Amerykanów. Za swoje show w 1966 roku Julia Child otrzymała nagrodę Emmy. Zmarła na dwa dni przed swoimi 92 urodzinami.

Ja: Szanującym się kucharzem wprawdzie nigdy nie zostanę, ale książkę chętnie przejrzę i może podsunę komuś bardziej zaawansowanemu niż ja w sztuce kulinarnej.

 

I na koniec powrót do lektur z dawnych lat:

 

Ania z Wyspy Księcia Edwarda

Montgomery Lucy Maud

Wydawnictwo Literackie

Data premiery: 2011-06-01

 

 

Wydawca: Ostatni tom serii powieści o Ani Shirley wydany w pełnej, nie okrojonej wersji, w zgodzie z oryginalnym maszynopisem przekazanym przed laty kanadyjskiemu wydawcy przez autorkę. Do tej pory skrócona o około 100 stron książka dostępna była w sprzedaży (również w Polsce – Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009) pod tytułem Spełnione marzenia. Usunięte z poprzednich edycji tytułu strony rzucają nowe światło na historię wielu bohaterów cyklu. To znakomita lektura dla młodych i nieco starszych czytelników.

Ja: Komentarz właściwie jest zbędny. Po prostu muszę przeczytać i tyle! 

 

Klaudyna w Szkole

Colette Sidonie-Gabrielle

Wydawnictwo W.A.B.

Data premiery: 2011-04-21

 

Wydawca: Pierwsza z cyklu czterech powieści opartych na motywach autobiograficznych. Owiany skandalem dziennik nastolatki z początku XX wieku.

Pensja dla panien w prowincjonalnym francuskim miasteczku. Dziewczęta, w których budzą się zmysły i świadomość własnej cielesności. To czas ich pierwszych flirtów przemieszanych jeszcze ze sztubackimi figlami.

Piętnastoletnia Klaudyna wychowuje się właściwie sama, jej ojciec nie widzi świata poza swoją naukową pasją - badaniem ślimaków. Razem z koleżankami dziewczyna przygotowuje się do egzaminu nauczycielskiego. Nie jest jednak typową pensjonarką. Rezolutna, czupurna i nieokrzesana, swobodnie podchodzi do konwenansów, przewyższa rówieśniczki inteligencją i błyskotliwym dowcipem. Chadza własnymi ścieżkami i wie, czego chce, a gdy wpadnie w kłopoty, potrafi się z nich z wdziękiem wykaraskać. W dodatku jej uroda i długie loki wielu mężczyzn (a i licznych kobiet) nie pozostawiają obojętnymi. Klaudyna przeżywa na pensji pierwszą miłość - do nauczycielki Aimée - i pierwsze rozczarowanie, gdy ta porzuca ją dla... dyrektorki szkoły.

Intensywność opisów, subtelny dowcip i trafne obserwacje - debiut Colette to literatura najwyższej klasy.

Ja: Bardzo mnie ucieszyło wznowienie tej książki. Dawno, dawno temu zauroczyła mnie Klaudyna. Teraz chętnie do niej wrócę.

 

Na tym zakończę tę listę i chyba jednak wybiorę się na spacer, bo słońce zaczyna nieśmiało wychodzić. 

piątek, 29 kwietnia 2011
Sztuka bycia Elą - Johanna Nilsson

Książkę wypatrzyłam ostatnio w bibliotece i wzięłam ją bo przypomniały mi się dobre opinie na blogach. Sztuka bycia Elą autorstwa szwedzkiej pisarki Johanny Nilsson okazała się dobrą lekturą na podróż pociągiem. Lekko napisaną, refleksyjną, wciągającą, i momentami całkiem zabawną.

 Ela Sander – tytułowa bohaterka, to 26-letnia dziewczyna, która nie wie jak ułożyć sobie życie. Wciąż nie przebolała jeszcze rozwodu swoich rodziców, który miał miejsce kilka lat wcześniej. Przerwała studia, od dwóch lat pracuje w kawiarni i sama właściwie nie wie co dalej. Nie potrafi pogodzić się z rozpadem swojej rodziny – z tym, że każde z rodziców ma nowego partnera, a brat właśnie po raz drugi został szczęśliwym ojcem. Czuje się zepchnięta na margines. Tęskni za bliskością, jednak konsekwentnie odrzuca wszelkie przejawy zainteresowania czy przyjaźni ze strony innych. Gardzi tradycyjnie pojmowanym modelem rodziny i ,,wózkową mafią”.

Ela była dla mnie dość irytującą postacią – egoistyczna, skupiona na sobie, raniąca innych, momentami strasznie infantylna. Na szczęście miewa przebłyski świadomości, że już najwyższa pora wziąć się w garść. 

Przełom w jej życiu następuje gdy spotyka Klarę – sześcioletnią córkę bezdomnej narkomanki. Ela postanawia dziewczynce pomóc. Paradoksem jest, że to małe dziecko jest bardziej dojrzałe i zaradne niż dorosła, ale wciąż niedojrzała Ela. Dziewczyna, chcąc uchronić Klarę przed biurokratycznym systemem opieki społecznej, podejmuje prywatne śledztwo by odnaleźć matkę dziewczynki. Dyskusyjne jest jednak to, kto w tej relacji jest stroną bardzo potrzebującą. Opieka nad Klarą uczy Elę odpowiedzialności za drugiego człowieka, pomoże jej także w podjęciu ważnych życiowych decyzji.

Książka, mimo dość poważnych tematów i depresyjnej bohaterki ma raczej optymistyczny wydźwięk. Jakoś szczególnie gorąco jej nie polecam, ale przypuszczam, że gdybym przeczytała ją jakieś 10 lat temu, mogłaby mi się bardziej spodobać. Podczas lektury miałam bowiem wciąż wrażenie, że czytam książkę dla młodzieży – zapewne dlatego, że bohaterka zachowywała się jak rozkapryszona nastolatka.

Całe mnóstwo ostatnio przeczytanych książek czeka na moje recenzje (uzbierał mi się całkiem pokaźny stosik), a ponieważ dysponuję teraz większą ilością czasu, mam nadzieję trochę to nadrobić. Pozdrawiam wszystkich wiosennie:)

Johanna Nilsson: Sztuka bycia Elą. Wydawnictwo Replika 2008.

środa, 13 kwietnia 2011
Od siódmej rano - Eric Malpass

Niezwykle miłe chwile spędziłam nad książką Erica Malpassa. Autor okazał się mistrzem komizmu sytuacyjnego, więc czytałam zaśmiewając się do łez. Od siódmej rano to urocza i bezpretensjonalna opowieść o wielopokoleniowej rodzinie zamieszkującej duży dom na angielskiej farmie.

Prym w rodzinie wiedzie dziewięcioletni Gaylord, który jest siłą napędową całej historii. Oprócz rezolutnego dziewięciolatka mamy jeszcze całą galerię równie barwnych postaci. Głową rodziny jest dziadek – kłótliwy, nietolerancyjny i sentymentalny zarazem. Rodzice Gaylorda – świetnie uzupełniająca się para – praktyczna i przenikliwa May oraz bujający w obłokach pisarz -Jocelyn. Są wreszcie ciotki – uwodzicielska Becky oraz Rose – zgorzkniała nauczycielka, którą rodzina uważa za starą pannę. Na horyzoncie pojawiają się adoratorzy, nie zawsze zdecydowani, o którą z sióstr się starać. Książka jest dowcipna i pogodna, ale nie brak w niej także tamatów poważnych (np. przemoc wśród nastolatków). Jak dla mnie – mniej więcej w połowie historia traci nieco swój rozmach, jej zakończenie jest oczywiste, ale i tak czyta się z przyjemnością.

Pierwsza rzecz jaka mi się nasunęła podczas lektury to podobieństwo do Szóstej klepki Małgorzaty Musierowicz – może Malpass był inspiracją dla naszej rodzimej pisarki?

Od siódmej rano jest wprawdzie książką dla młodzieży, ale jeśli gustujecie w tego typu historiach, to naprawdę polecam.

 

Eric Malpass: Od siódmej rano. Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1972.

czwartek, 07 kwietnia 2011
Kobieta z wydm - Kōbō Abe

Książkę przeczytałam już ponad miesiąc temu, ale jak widać trochę ociągałam się z napisaniem recenzji. Ostatnio powróciłam do niej znowu przy okazji dyskusji klubu czytelniczego, a dzisiaj ostatecznie kończę notkę.

Moje ogólne wrażenie – bardzo pozytywne. Książka niewielkich rozmiarów, a pełna znaczeń. Od samego początku zaintrygowała mnie fabuła, zaczarowało piękno języka tej prozy. Uwielbiam książki, które tak plastycznie oddają klimat zdarzeń, że aż współodczuwa się z bohaterem – w tym przypadku: zgrzyt piasku między zębami i palące pragnienie.

Historia jest niezwykle prosta. Niki Jumpei – nauczyciel i zapalony entomolog wybiera się na wyprawę badawczą. Ma zamiar odkryć nowy gatunek owada, który według niego żyje na wydmach. I tak wizja odnalezienia cicindeli stała się przyczyną jego nieszczęścia. Zaskoczony zapadnięciem zmroku bohater zmuszony jest skorzystać z gościny mieszkańców wioski, którzy oferują mu nocleg w położonej w jamie chacie, gdzie mieszka samotna kobieta. Całe jej życie determinuje piasek, który przesypuje się wszędzie: przedostaje się do jedzenia i wody, podrażnia oczy, nie pozwala normalnie zasnąć. Dlatego każdej nocy kobieta podejmuje syzyfowy wysiłek – napełnia wiadra piaskiem, które następnie są wciągane na górę skarpy. Jak się dowiadujemy, gdyby zaniechano tej pracy zasypana zostałaby cała wioska i to samo zagroziłoby kolejnym. Niki nie może się nadziwić głupocie kobiety, która wykonuje swoją pracę w zamian za skromne pożywienie i w ogóle nie odczuwa potrzeby wyjścia na zewnątrz. Nietrudno więc wyobrazić sobie przerażenie bohatera, gdy o poranku odkrywa brak drabiny, która umożliwiała powrót na górę... Niki próbuje racjonalizować sytuację w jakiej się znalazł:

,,Nie, to jednak niemożliwe. To by przekraczało wszelkie granice. Czyż jest dopuszczalne chwytanie w sidła – zupełnie jak mysz czy owada – pełnoprawnego człowieka, który posiada zaświadczenie o ubezpieczeniu zdrowotnym, opłacił podatki, pracuje i jest zameldowany? Nie mógł w to uwierzyć.”1

Opisane zdarzenia – niby nieprawdopodobne, ale w gruncie rzeczy jak najbardziej realne – o kolejnych przypadkach bezprawnego zniewolenia słyszymy codziennie. Wystarczy włączyć wiadomości.

Uświadomiwszy sobie swoje tragiczne położenie, Niki Jumpei podejmuje walkę z mieszkańcami wioski. Impulsywne i nieprzemyślane próby ucieczki kończą się dla niego dramatycznie. Gdy opadają emocje, nasz bohater postanawia podejść do sprawy bardziej metodycznie (ma wszak duszę naukowca) opracować plan i przechytrzyć system.

Od samego początku znamy zakończenie – wiemy, że Niki nie powrócił do domu. Po zamknięciu książki pozostajemy zaś z pytaniem, dlaczego nie skorzystał z możliwości ucieczki, gdy taka okazja w końcu się nadarzyła? Nie ma chyba jednej odpowiedzi, sam bohater zdaje się tego nie wiedzieć, a autor podsuwa nam różne tropy.

Można pójść tropem motta, które rozpoczyna tę powieść: ,,Bez groźby kary nie ma radości w ucieczce”. Można stwierdzić, że siłą przyzwyczajenia zaakceptował zaistniałą sytuację, że pracując dla wspólnego celu poczuł się częścią kolektywu i zyskał wreszcie akceptację, której tak mu wcześniej brakowało. Można wreszcie uznać, że w uwięzieniu Niki odnalazał prawdziwą wolność i sens życia. Po raz pierwszy tak blisko związał się z drugim człowiekiem (tytułową kobietą) i mimo, iż było to uczucie trudne i niezwykle skomplikowane okazało się najważniejsze w całym jego życiu. Życie ,,na wolności”, upływało mu w codziennym kieracie – walczył tam z krnąbrnymi uczniami, na dole zaś z żywiołem piasku. Pasję zbierania owadów zamienił na poszukiwanie sposobów ucieczki oraz samodzielnego zaopatrywania się w wodę. Czy tak wiele się zmieniło? Czy możliwość dokonania wyboru nie jest już wolnością?

Wielu czytelników porównuje Kobietę z wydm do prozy Franza Kafki. I faktycznie – świat wykreowany przez Kōbō Abe jest równie oniryczny, absurdalny i pełen grozy co ten u Kafki. Niki, podobnie jak Józef K., jest osobą samotną (mimo, że ma żonę, a nawet kochankę), nie sprawia też wrażenia, że zależy mu na zmianie tego stanu rzeczy. To zresztą bezpośrednio staje się przyczyną zguby obojga z nich – nie ma nikogo, kto chciałby ich ratować.

Książka pozostawia wiele pytań, co niewątpliwie jest jej zaletą. Nie odnalazłam w powieści Kōbō Abe powiewu orientu. Takie same odczucie miewałam czytając Murakamiego – wydaje się, że te historie (pomijając oczywiście wątki fantastyczne!) mogłyby się zdarzyć każdemu i wszędzie.

Jak na razie, zainspirowana Kobietą z wydm sięgnęłam po książkę innego japońskiego pisarza – Yasunari Kawabaty Śpiące piękności, Tysiąc żurawi, w której kontekst japoński jest już bardzo ważny i o której w niedalekiej przyszłości też na pewno napiszę.

1 Kōbō Abe: Kobieta z wydm. Wyd. Znak, Kraków 2007, s. 43.

piątek, 25 marca 2011
Johan Theorin - Nocna zamieć

Straszne lenistwo ogarnęło mnie wraz z końcem zimy, co odbiło się niestety również na moich wpisach na blogu. Mam nadzieję, że początek wiosny da mi odpowiedni zastrzyk energii...

Kilka tygodni temu pisałam o Zmierzchu - debiutanckiej książce szwedzkiego autora – Johana Theorina, dziś pora na część drugą - Nocną zamieć. Z zadowoleniem stwierdzam, że jest jeszcze lepiej!

O ile w Zmierzchu leitmotivem był alvaret, tak w Nocnej zamieci jest nim fåk – lokalna odmiana zamieci o niesamowitej sile, zdolny wstrząsać murami o metrowej grubości.

Historia toczy się wokół starego domostwa Aludden, nad którym ciąży fatum. Dom był kiedyś siedzibą XIX-wiecznych latarników, a zbudowano go z bali pochodzących z rozbitego statku.

Theorin stosuje zabieg znany nam już ze ,,Zmierzchu” - wprowadza kilka perspektyw czasowych. Losy kolejnych mieszkańców Aludden przeplatają się z historią aktualnych właścicieli – Joakima i Katrine, którzy z dwójką małych dzieci właśnie przeprowadzili się na Olandię. Zmęczeni intensywnym życiem w wielkim mieście szukają na olandzkiej wsi spokoju i wytchnienia. Niestety niezbyt długo się nim cieszą – wkrótce Katrine w dość tajemniczych okolicznościach topi się w pobliskim morzu. Pojawia się więc wątek kryminalny, ale w gruncie rzeczy pozostaje on na drugim planie. Nocna zamieć to przede wszystkim studium żałoby po śmierci ukochanej osoby. Głęboka rozpacz po śmierci żony sprawia, że legendy o duchach zamieszkujących Aludden trafiają na podatny grunt – stają się niemal obsesją Joakima. Także czytelnikowi ciężko będzie ustalić wyraźną granicę pomiędzy złudzeniem i snem a jawą.

W powieści śledzimy losy wielu postaci – ważną rolę odegra Tilda Davidsson – młoda, ambitna policjantka, która właśnie rozpoczyna pracę w pobliskim miasteczku. Poznajemy też trójkę włamywaczy, którzy buszują w opuszczonych domkach letników oraz dwie malarki Torun i Mirje Rambe. Jest także Gerlof – dociekliwy staruszek, którego mieliśmy okazję poznać już w Zmierzchu. Portrety psychologiczne znowu wypadają bardzo przekonująco i przejmująco – im dalej, tym bardziej złożone stają się motywy działania bohaterów.

Postaci i wątków jest naprawdę sporo, ale wszystko łączy się w klarowną całość na końcu powieści.

Powieść Theorina znowu całkowicie mną zawładnęła. Autor po raz drugi udowodnił, że po mistrzowsku potrafi budować napięcie. Sprzyja temu na pewno kompozycja książki – fragmentami dawkuje się nam losy bohaterów. Nieraz miałam ochotę przerzucić kilka stron do przodu, by nie tkwić dłużej w niepewności. Niezwykle sugestywne opisy fåku sprawiają natomiast, że naprawdę można poczuć przenikliwy chłód...

Jeśli po długiej zimie Was to nie przeraża – to polecam naprawdę gorąco!

 

Johan Theorin: Nocna zamieć. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.

 

 
1 , 2 , 3