Blog > Komentarze do wpisu
Surrealistyczne przeżycie czyli autostopem przez Japonię

Dwa tygodnie zajęło mi przemierzenie 3000 km Japonii z Willem Fergusonem. Niezwykle ciekawa była to wyprawa. Rytm podróży wyznaczył front kwitnienia wiśni (sakura zensen) – w związku z tym podróż rozpoczyna się na przylądku Sata położonego na południu Kiusiu, a kończy na przylądku Soya na wyspie Hokkaido.

Podróż śladem rozkwitających kwiatów wiśni – cóż za romantyczny pomysł – pomyślą może niektórzy z Was. Tymczasem idea podróży narodziła się w stanie głębokiego upojenia alkoholowego, a autor książki do romantyków zdecydowanie nie należy.

Sakura to źródło corocznego entuzjazmu Japończyków, okazja do organizowania hucznych przyjęć tzw. hanami, pod kwitnącymi drzewami wiśni. Kontemlacja kwiatów połączona jest z konsumpcją ogromnych ilości sake oraz piwa. Ferguson o sakurze, powszechnie rozpoznawalnym symbolu Japonii, pisze tak:

Zjawisko to od dawien dawna łączy się z narodzinami i śmiercią, pięknem i przemocą. Kwiaty wiśni zajmując centralne miejsce w japońskim kulcie przyrody, są podstawą kompozycji haiku, ornamentów zdobiących wazy i kimiona, a – z drugiej strony – gardy samurajskich mieczy nosiły wizerunki sakura, będące ostatnim, nieco sarkastycznym przypomnieniem przemijalności życia, dostrzeganym przed rozpłataniem sobie brzucha.1

I choć sakura była właściwie tylko pretekstem do wyruszenia w podróż, autor dzielnie podjął wyzwanie. Żeby było jeszcze ciekawiej, Ferguson postanowił całą drogę przebyć autostopem. Jak sam stwierdził nie chciał być tylko obserwatorem zdarzeń, chciał być ich uczestnikiem. Japończycy są ponoć narodem, któremu idea hitch-hikingu jest obca. A jednak niezwykle rzadko zdarzało się, by autor musiał długo czekać na okazję. A gdy już taka się nadarzyła, kierowca zazwyczaj czuł się odpowiedzialny za dalsze losy swego pasażera i ciężko było go przekonać, że autostopowicz poradzi sobie sam. Każdego z podwożących autora kierowców i współpasażerów poznajemy dość dobrze, ponieważ Ferguson poświęca sporo uwagi swoim rozmówcom i co więcej potrafi ich niezwykle żywo i barwnie opisać. Przewija się więc nam przed oczami plejada barwnych, dziwacznych i przeciętnych postaci – przekrój japońskiego społeczeństwa.

Ferguson jest niewatpliwie bystrym obserwatorem rzeczywistości, a także świetnym gawędziarzem, co sprawia, że książkę czyta się niezwykle lekko i przyjemnie. Jego specyficzne poczucie humoru moży być dla niektórych nieco drażniące, ja po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do jego kpiarskiego stylu pisania.

Jak jest Japonia w oczach Kanadyjczyka?

Przede wszystkim pełna sprzeczności, co widoczne jest choćby w stosunku Japończyków do Europejczyków i Amerykanów.

(...)widzi się w nas zdobywców, barbarzyńców, osoby stojące – w zależności od uznania – na wyższym bądź niższym poziomie, projekcje własnych marzeń, realizacje niewykorzystancych albo niedostępnych możliwości, idoli, pajaców, źródło wspanialszych idei i szlachetnych form, ludzi wyższego wzrostu, głośniejszych, szybszych, mniej wysublimowanych, bardziej wyrafinowanych.2

 Po drugie mniej egzotyczna niż byśmy chcieli i niż nam się wydaje. Nie jest osobną planetą - stoi na rozdrożu, pomiędzy Azją a Zachodem. Jest skrzyżowaniem dróg pomiędzy mocarstwami, tyglem, w którym mieszają się rozmaite prądy kulturowe i ekonomiczne. Nie sposób jednak nie zauważyć, że jej obywatele są przekonani o wyjątkowości swego kraju.

Ferguson nie szczędzi Japończykom także gorzkich słów i tak poważnych zarzutów jak np. rasizm czy hipokryzja. Jak pisze, Japończycy gorąco potępiają rasizm w Ameryce, sami jednak również mają obywateli drugiej kategorii tzw. burakumin (potomkowie ludzi wykonujących nieczyste zawody są dyskryminowani do dzisiaj). Natomiast Chińczycy czy Koreańczycy mieszkający od pokoleń w Japonii nigdy nie staną się obywatelami tego kraju, zawsze będą tylko obcokrajowcami zamieszkałymi w Japonii.

Poza tym obcokrajowcy stanowią w Japonii niemałą sensację, o czym Ferguson miał okazję wielokrotnie się przekonać. Jako gaijin spotykał się z rozmaitym przyjęciem – od całkowitego ignorowania jego osoby po wytykanie palcami, śmiechy i szepty za jego plecami. Generalnie obcokrajowiec w Japonii niemal zawsze bywa w centrum uwagi, co dla osób o słabych nerwach może być naprawdę ciężkim przeżyciem. Natomiast rozbieżność pomiędzy zachodnią a japońską logiką zrodziła mnóstwo zabawnych sytuacji, podobnie nieumiejętność wychwycenia przez Japończyków ironii. Nie wiem, czy faktycznie jest to ich cecha narodowa, czy też autor spotkał akurat takich, którzy potwierdzili jego teorię.

 Jako, że przemierzamy wzdłuż całą Japonię, docieramy do naprawdę wielu interesujących miejsc. Wyspa najmądrzejszych małp w Japonii, Amanohashidate – niebiański most, muzeum seksu w Uwajimie, autostop z japońską policją, impreza karaoke z japońskimi etatowcami, hotele miłości czy hotele kapsułowe to tylko niektóre z czekających na czytelników atrakcji.

W drodze na Hokkaido to jak nieskromnie pisze wprzedmowie autor ,,doskonała proza”. Mi pozostaje tylko zgodzić się z tą opinią, bo książka bardzo przypadła mi do gustu i chętnie do niej będę wracać.

1Will Ferguson: W drodze na Hokkaido. Autostopem przez kraj kwitnącej wiśni. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2011, s. 305.

2Tamże, s. 324.



poniedziałek, 16 maja 2011, literynka