|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Kobieta z wydm - Kōbō Abe
Książkę przeczytałam już ponad miesiąc temu, ale jak widać trochę ociągałam się z napisaniem recenzji. Ostatnio powróciłam do niej znowu przy okazji dyskusji klubu czytelniczego, a dzisiaj ostatecznie kończę notkę. Moje ogólne wrażenie – bardzo pozytywne. Książka niewielkich rozmiarów, a pełna znaczeń. Od samego początku zaintrygowała mnie fabuła, zaczarowało piękno języka tej prozy. Uwielbiam książki, które tak plastycznie oddają klimat zdarzeń, że aż współodczuwa się z bohaterem – w tym przypadku: zgrzyt piasku między zębami i palące pragnienie. Historia jest niezwykle prosta. Niki Jumpei – nauczyciel i zapalony entomolog wybiera się na wyprawę badawczą. Ma zamiar odkryć nowy gatunek owada, który według niego żyje na wydmach. I tak wizja odnalezienia cicindeli stała się przyczyną jego nieszczęścia. Zaskoczony zapadnięciem zmroku bohater zmuszony jest skorzystać z gościny mieszkańców wioski, którzy oferują mu nocleg w położonej w jamie chacie, gdzie mieszka samotna kobieta. Całe jej życie determinuje piasek, który przesypuje się wszędzie: przedostaje się do jedzenia i wody, podrażnia oczy, nie pozwala normalnie zasnąć. Dlatego każdej nocy kobieta podejmuje syzyfowy wysiłek – napełnia wiadra piaskiem, które następnie są wciągane na górę skarpy. Jak się dowiadujemy, gdyby zaniechano tej pracy zasypana zostałaby cała wioska i to samo zagroziłoby kolejnym. Niki nie może się nadziwić głupocie kobiety, która wykonuje swoją pracę w zamian za skromne pożywienie i w ogóle nie odczuwa potrzeby wyjścia na zewnątrz. Nietrudno więc wyobrazić sobie przerażenie bohatera, gdy o poranku odkrywa brak drabiny, która umożliwiała powrót na górę... Niki próbuje racjonalizować sytuację w jakiej się znalazł: ,,Nie, to jednak niemożliwe. To by przekraczało wszelkie granice. Czyż jest dopuszczalne chwytanie w sidła – zupełnie jak mysz czy owada – pełnoprawnego człowieka, który posiada zaświadczenie o ubezpieczeniu zdrowotnym, opłacił podatki, pracuje i jest zameldowany? Nie mógł w to uwierzyć.”1 Opisane zdarzenia – niby nieprawdopodobne, ale w gruncie rzeczy jak najbardziej realne – o kolejnych przypadkach bezprawnego zniewolenia słyszymy codziennie. Wystarczy włączyć wiadomości. Uświadomiwszy sobie swoje tragiczne położenie, Niki Jumpei podejmuje walkę z mieszkańcami wioski. Impulsywne i nieprzemyślane próby ucieczki kończą się dla niego dramatycznie. Gdy opadają emocje, nasz bohater postanawia podejść do sprawy bardziej metodycznie (ma wszak duszę naukowca) opracować plan i przechytrzyć system. Od samego początku znamy zakończenie – wiemy, że Niki nie powrócił do domu. Po zamknięciu książki pozostajemy zaś z pytaniem, dlaczego nie skorzystał z możliwości ucieczki, gdy taka okazja w końcu się nadarzyła? Nie ma chyba jednej odpowiedzi, sam bohater zdaje się tego nie wiedzieć, a autor podsuwa nam różne tropy. Można pójść tropem motta, które rozpoczyna tę powieść: ,,Bez groźby kary nie ma radości w ucieczce”. Można stwierdzić, że siłą przyzwyczajenia zaakceptował zaistniałą sytuację, że pracując dla wspólnego celu poczuł się częścią kolektywu i zyskał wreszcie akceptację, której tak mu wcześniej brakowało. Można wreszcie uznać, że w uwięzieniu Niki odnalazał prawdziwą wolność i sens życia. Po raz pierwszy tak blisko związał się z drugim człowiekiem (tytułową kobietą) i mimo, iż było to uczucie trudne i niezwykle skomplikowane okazało się najważniejsze w całym jego życiu. Życie ,,na wolności”, upływało mu w codziennym kieracie – walczył tam z krnąbrnymi uczniami, na dole zaś z żywiołem piasku. Pasję zbierania owadów zamienił na poszukiwanie sposobów ucieczki oraz samodzielnego zaopatrywania się w wodę. Czy tak wiele się zmieniło? Czy możliwość dokonania wyboru nie jest już wolnością? Wielu czytelników porównuje Kobietę z wydm do prozy Franza Kafki. I faktycznie – świat wykreowany przez Kōbō Abe jest równie oniryczny, absurdalny i pełen grozy co ten u Kafki. Niki, podobnie jak Józef K., jest osobą samotną (mimo, że ma żonę, a nawet kochankę), nie sprawia też wrażenia, że zależy mu na zmianie tego stanu rzeczy. To zresztą bezpośrednio staje się przyczyną zguby obojga z nich – nie ma nikogo, kto chciałby ich ratować. Książka pozostawia wiele pytań, co niewątpliwie jest jej zaletą. Nie odnalazłam w powieści Kōbō Abe powiewu orientu. Takie same odczucie miewałam czytając Murakamiego – wydaje się, że te historie (pomijając oczywiście wątki fantastyczne!) mogłyby się zdarzyć każdemu i wszędzie. Jak na razie, zainspirowana Kobietą z wydm sięgnęłam po książkę innego japońskiego pisarza – Yasunari Kawabaty Śpiące piękności, Tysiąc żurawi, w której kontekst japoński jest już bardzo ważny i o której w niedalekiej przyszłości też na pewno napiszę. czwartek, 07 kwietnia 2011, literynka
Tagi:
literatura japońska
Komentarze
2011/04/08 22:36:12
Nie bardzo rozumiem, co rozumiesz przez ów powiew orientu...
Co do Yasunariego Kawabaty, cóż, on był tradycjonalistą, uparcie odrzucał to, co napływało z Zachodu - modę, myśli, prądy literackie, wzorce zachowania. Jego proza jest na wskroś japońska, to fakt. Rodzaj sprzeciwu wobec modernizacji, westernizacji wszelkich aspektów życia. Wspaniały twórca. Pozdrawiam!^^ 2011/04/13 18:17:33
Przepraszam dziewczyny, że odpowiadam tak późno:)
Jak pisałam - właściwie dopiero rozpoczynam moje poznawanie literatury japońskiej, więc ciężko mi powiedzieć ile w ,,Kobiecie z wydm" cech charakterystycznych dla japońskiej prozy. W każdym razie pozostało mi po niej takie wrażenie (zwłaszcza porównując Kobo Abe z Kawabatą), że była to powieść uniwersalna, w której wpływ Zachodu na pewno jest widoczny. Litera-tour - może mogłabyś mi polecić kilku japońskich pisarzy, których warto byłoby poznać? Pozdrawiam:) 2011/04/18 16:04:34
A to już zależy od tego, co cię interesuje - literatura japońska jest bogata, jak każda inna, trudno wymienić hurtem pisarzy godnych polecenia, zwłaszcza, gdy się gustu czyjegoś nie zna;) Ale, skoro spodobał ci się Kawabata, to z pełnym przekonaniem proponuję zapoznać się z Jun'ichiro Tanizakim:)
2011/04/20 07:57:07
A to spróbuję w takim razie - rozejrzę się za nim w bibliotece następnym razem:)
|
Ciekawe, co piszesz o braku orientalizmu - czytałam w jakimś artykule, że po tej lekturze nie należy spodziewać cech charakterystycznych dla lit. japońskiej. Miałam nawet dołączyć pytanie, czy ta książka mogłaby powstać na Zachodzie czy też jest "skażona" Japonią;)