|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Johan Theorin - Nocna zamieć
Straszne lenistwo ogarnęło mnie wraz z końcem zimy, co odbiło się niestety również na moich wpisach na blogu. Mam nadzieję, że początek wiosny da mi odpowiedni zastrzyk energii... Kilka tygodni temu pisałam o Zmierzchu - debiutanckiej książce szwedzkiego autora – Johana Theorina, dziś pora na część drugą - Nocną zamieć. Z zadowoleniem stwierdzam, że jest jeszcze lepiej!
O ile w Zmierzchu leitmotivem był alvaret, tak w Nocnej zamieci jest nim fåk – lokalna odmiana zamieci o niesamowitej sile, zdolny wstrząsać murami o metrowej grubości. Historia toczy się wokół starego domostwa Aludden, nad którym ciąży fatum. Dom był kiedyś siedzibą XIX-wiecznych latarników, a zbudowano go z bali pochodzących z rozbitego statku. Theorin stosuje zabieg znany nam już ze ,,Zmierzchu” - wprowadza kilka perspektyw czasowych. Losy kolejnych mieszkańców Aludden przeplatają się z historią aktualnych właścicieli – Joakima i Katrine, którzy z dwójką małych dzieci właśnie przeprowadzili się na Olandię. Zmęczeni intensywnym życiem w wielkim mieście szukają na olandzkiej wsi spokoju i wytchnienia. Niestety niezbyt długo się nim cieszą – wkrótce Katrine w dość tajemniczych okolicznościach topi się w pobliskim morzu. Pojawia się więc wątek kryminalny, ale w gruncie rzeczy pozostaje on na drugim planie. Nocna zamieć to przede wszystkim studium żałoby po śmierci ukochanej osoby. Głęboka rozpacz po śmierci żony sprawia, że legendy o duchach zamieszkujących Aludden trafiają na podatny grunt – stają się niemal obsesją Joakima. Także czytelnikowi ciężko będzie ustalić wyraźną granicę pomiędzy złudzeniem i snem a jawą. W powieści śledzimy losy wielu postaci – ważną rolę odegra Tilda Davidsson – młoda, ambitna policjantka, która właśnie rozpoczyna pracę w pobliskim miasteczku. Poznajemy też trójkę włamywaczy, którzy buszują w opuszczonych domkach letników oraz dwie malarki Torun i Mirje Rambe. Jest także Gerlof – dociekliwy staruszek, którego mieliśmy okazję poznać już w Zmierzchu. Portrety psychologiczne znowu wypadają bardzo przekonująco i przejmująco – im dalej, tym bardziej złożone stają się motywy działania bohaterów. Postaci i wątków jest naprawdę sporo, ale wszystko łączy się w klarowną całość na końcu powieści. Powieść Theorina znowu całkowicie mną zawładnęła. Autor po raz drugi udowodnił, że po mistrzowsku potrafi budować napięcie. Sprzyja temu na pewno kompozycja książki – fragmentami dawkuje się nam losy bohaterów. Nieraz miałam ochotę przerzucić kilka stron do przodu, by nie tkwić dłużej w niepewności. Niezwykle sugestywne opisy fåku sprawiają natomiast, że naprawdę można poczuć przenikliwy chłód... Jeśli po długiej zimie Was to nie przeraża – to polecam naprawdę gorąco!
Johan Theorin: Nocna zamieć. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2010.
piątek, 25 marca 2011, literynka
Komentarze
tommyknocker
2011/04/12 19:16:41
Theorin to dla mnie mistrz nastroju. Z niecierpliwością czekam na kolejną jego powieść /ma wyjść w październiku/. Pozdrawiam i zapraszam na swój blog :)
2011/04/13 17:46:55
Mistrz nastroju - oj, dokładnie tak:) Szkoda, że do października tak jeszcze daleko....
Pozdrawiam! 2011/04/13 21:37:34
Niestety na naszym rynku wydawniczym jest tak, że na dobre książki trzeba zazwyczaj długo czekać. Zanim wyjdzie kolejny Theorin, może warto zapoznać się z innymi pisarzami z północy - może Fossum bądź Edwardson?...
|